Wszystko co dobre szybko się kończy... czyli koniec resetu u babci ;)


Ja nie wiem od czego zacząć.. ludzie toć to tyle się działo, że jak ja bym tu wszystko wysmarowała to ciut a ciut poczulibyście się na wakacjach a przecie to środek tygodnia i pracować ktoś musi..;)

No więc to było tak : przyjechała zwariowana B abcia Blankowa, o maj gat normalnie taka to krejzolka że to w głowie się nie mieści. Narobiła takiego zamętu o jaki dawno się prosiłyśmy i jednym słowem i Matka i Córka odpoczęły..  hmm zastanawiacie się czy Babcia też....?:) no owszem jakby miało być inaczej ;) ale owszem czemu nie - Babci też należy się:)
Tydzień wakacji u Babci to rozpusta, no normalnie rozpusta !
Toć to dziecko moje rozpieszczone jest do granic niemożliwości bo przecież Babcia to jest od rozpieszczania a rodzice od wychowywania ..a wiec działo się kochani!
Babcia z Blanka na czworaka po domu biegały i do siebie np. szczekały.. bo Blanka kocha pieski oj kocha :) Były tańce, hulanki i podwórkowe swawole . Objazdówki rodzinne - co znaczy wyciągnięte poliki Blankowe( od robienia ty, ty, ty słodkości, mały pulpeciku..:),
Były nowe trasy spacerowe, place zabaw oldskulowe , nowa mania - lodomania i jazda na hulajnodze 'bez trzymania; :P Łap gołębia znacie? było a jakże ( wielkie Pozdro dla Pana dziadka dokarmiacza ). Łąkowe szaleństwa też były , wiankowe szałobranie i w rzepaku piknikowanie. Wesołe miasteczko dziecko zwiedziło i w Klasztorze Stoczkowym było.. obżarstwa tez nie brakowało a przy tym wszystkim matce się trochę pospało:) Naładowane baterie/akumulatory - wróciłyśmy bo przecież dom, bo przecież Wy ! No stęsknieni tyci coo?

Oglądajta i z nami wzdychajta:)







































Kamyczkomania podwórkowa czyli jeden dzień z podwórkowego życia Blanki :)


Spacer ależ takkkkk! Te słowo wymawiane w naszym domu ma wielkie znaczenie bo powiedziane raz musi zamienić się w uczynek .
Ostatnio godzina 7.00 i Blankowy czort już na nogach ( ‘już’ bo my śpioszki byłyśmy ) i krzyczy w stronę okna „Pani, Pani!” co oznacza w jej języku spacer, na dwór, podwórek czy pole – jak kto woli :)  Rano Blanka idzie z Tatą po bułeczki potem idzie z Mamą do sklepu i na rower ale najlepsza godzina to 14.00 – oj święta ona na naszym podwórku . Dlaczego?
Otóż wtedy dzieci jest najwięcej mnożą się i mnożą , wychodzą ze wszystkich dziur aż nagle Matka musi skupić swój słaby wzrok na tej swojej córce by jej przypadkowo nie znikła bo może tak być :) i wtedy nie ma mowy o przejażdżce w wózku bo przecież Blanka to może sama go pchać. Pędzimy w kierunku dużego placu zabaw i  tam zostajemy Blanka zasypuje się w piasku, robi babki, kopie, sypie ale to nie trwa długo bo jej się bardziej podobają ozdobne kamyczki wysypane przy krzaczkach i tam też idziemy .. tam zaczyna się zabawa wynajdywanie różnych kształtów te największe sprawdzane są smakowo..., mniejsze odkładane na bok a Matka co? - stoi i patrzy, patrzy i stoi bo weź spróbuj wziąć teraz dziecko gdzieś indziej...no spróbuj .. a więc Blanka siedzi, leży, klęczy i wybiera które to ładniejsze zostają w rączce i nawet z nimi potraf wrócić do domu .. i wszystko byłoby piękne gdyby to zaczęło się  jej jakoś nudzić ale broń Boże nic takiego a więc Blaneczka siedzi 5, 10, 20,30 minut a mama stoi 5,10,20…wrrrr nie mam nawet gdzie usiąść  a ona podziwia i podziwia i teraz jak to piszę te „podziwia” powinna wejść taka muzyczka anielska - ptaszki śpiewają, świergolą - taka zwalniająca tępo poczulibyście dokładnie co ja ...nie jedna/jeden z was by zasnął czy zasnęła a jak tylko minie dany czas na kamyczki albo już wszystkie przebrane leżą na chodniku to wtedy zaczynamy marsz osiedlowy.. ot tak sobie Blanka pokonuje kilometry  a mama z wózkiem czy rowerkiem za nią! Potem kierunek ślizgawka i tam już istne pole walki, uwierzcie mi walczę o przeżycie.. Bo Blanka chciałaby aby to mama ciągle ją podnosiła do góry na ślizgawkę i  pomagała zjechać..moje ręce będą jak Pudzianowe zobaczycie..  Achh  po takich dniach dziecko pada już o 19.30 a mama jakieś 20 minut wcześniej ;)























Sezon balkonowy uważam za otwarty :)


Nie wiem jak u was ale u nas przez ostatnie dni to była istna Majorka ( jak to powiedziała moja serdeczna koleżanka – Agnieszka :) ) Słońce świeciło, potem oblani po kolana , na termometrze 30 stopni a nam cudem udało się dojść do sklepu ..pfu przepraszam Blani dojechać a mi dopchać wózek.. i jak już matka wróciła z tego sklepu to doszła do wniosku że nigdzie nie wychodzi , wszystko miała po dziurki w nosie ale jak to? Jak dziecko domaga się rozrywki…
Ja po jednej kawie i jakoś nie za bardzo żywa  a Blanka wyglądała jakby co najmniej trzy wypiła.. nagle w mojej głowie zapaliła się mała żarówka – balkon!
O tak! teraz wiem, że to było wspaniałe rozwiązanie. Jak dobrze, iż Tatuś Blankowy ostatnio go posprzątał i przygotował do wiosenno-letnich schadzek . Więc jak balkon to i basen ..tylko pompki brak.. ale co myślicie że nie podołałam?? Ooo kto zwątpił niech pada na kolana :)  30 minut tyle pompowałam a potem kolejne 30 min się podniecałam - jaki on piękny, jaka to radość wtedy to Blankowa psiapsiółka wpadła i zaczęła się zabawa!!!! Ach więcej dni takich poproszę kiedy to dziecko grzecznie siedzi i zajmuje się sobą a mama może wypić w cieniu szklankę zimnej lemoniady :)
a teraz ochłodzenie zapowiadają  eeeee ja tam wolę Majorkę!!!
No to na fotorelację zapraszam;)







Pierwszy urodzinowy dżamprezing Blanki – czyli Pierwsze Urodzinki :)


No słuchajcie nie mogło to was ominąć, jakbym o tym nie wspomniała to bym musiała iść i się pochlastać, no bo przecież to pierwsza nasza impreza i z przytupem :) Matka już miesiąc wcześniej szukała inspiracji m.in na dekoracje, na  Blankowy outfit który zrobił furorę a  robiony był  na zamówienie i tu gorąco dziękuję Paku aj lowiu :*  Paku
A wszystko zaczęło się od tego, iż matka naoglądała się za dużo filmów- tak Tatuś Blankowy to stwierdził ale oczywiście na ten przytup nam pozwolił :) Muszę przyznać. iż impreza o mały włos by się nie udała bo jak matka sobie coś zaplanuje to tak musi być a tu dzień przed urodzinami dowiaduję się iż jednak nie będzie balonów z helem.. ale ruszyłam niebo i ziemię i dzięki temu dostałam namiar na  wspaniały klub nurków i oto oni uratowali imprezę, która odbyła się zgodnie z planem .. no oprócz małego spóźnienia solenizantki z rodzicami.
Bo wy jeszcze nie wiecie ale my strasznie spóźnialscy jesteśmy, całe życie obiecywałam, że się zmienię i jak się zmieniłam to trafiłam na Blankowego Tatusia a on daleki od punktualności (potwierdza się stwierdzenie z kim przebywasz takich nawyków nabywasz ) - czyli jakieś 15 minutowe spóźnienie wcale nie popsuło zabawy bo miło wpaść na gotowe ;) 
Matka szybko zabrała się za sprawy organizacyjne a Tatuś... no pilnował Czorta Blankowego i gdyby nie przyjaciółki matki najwspanialsze ciotki to pewnie by się ze wszystkim nie wyrobiła bo jej plany zawsze przewyższają ją samą . Goście byli wspaniali (szkoda tylko że wszyscy nie dotarli) a o ilości prezentów nic nie powiem bo nawet  Blankę to przestraszyło :) 
Koniec końców - powiem, iż nasza solenizantka słuchajcie bawiła się wspaniale nie było marudzenia, jęczenia tylko balonik w rękę i wędrowała no i podjadała jak to Blanka ;)
 Zobaczcie sami fotorelacja  urodzinowa w końcuuuu :)






















Zdjęcia robiła Drozda Immagine